
Nie wyobrażam sobie, żeby podczas tej lektury ktoś mógłby się poczuć znudzony. Może na początku, gdy akcja powoli się rozkręca? Potem, gdy już się rozwinie pędzi jak ekspres, zabierając nas w gonitwę po ulicach Waszyngtonu podczas śnieżycy w mroźną, grudniową noc. Wszystko zaczyna się od dwunastoletniego chłopca z płową czupryną, który cierpi na amnezję z nieznanego nam powodu. Na czas poszukiwań rodziców trafia do rodziny zastępczej w osobie Mary Sullivan, której dziesięcioletnia córka Camille zaprzyjaźnia się z chłopcem „bez imienia”, a potem razem w nim wplątuje się w sensacyjną historię. Jest detektyw, policja, złoczyńcy, pościg i motyw – wszystko, co niezbędne w powieści akcji. I wszystko zgrabnie podane, logicznie powiązane, bez naciągania i sztucznej eskalacji zdarzeń. Pomysł na powieść świetnie również sprawdziłby się i w literaturze dla dorosłych, także w zakresie elementów edukacyjnych z zakresu historii sztuki. Są naprawdę ciekawe i wspierane nowoczesną technologią. Przy każdej wzmiance o malarskiej tematyce znajdziemy kod QR odsyłający do podglądu obrazu. Można wiele zobaczyć i wiele się nauczyć, a główny bohater ze swoją wiedzą o sztuce ma szansę zaimponować niejednemu czytelnikowi i to całkowicie niepostrzeżenie. Jego wiadomości są bowiem podawane mimo chodem, na marginesie zdarzeń, chociaż umieszczone są w głównym tekście. Jedynie po kwadracikach kodu możemy zorientować się, że właśnie przy okazji czegoś się dowiadujemy. Świetny pomysł, sensacyjna historia, subtelna edukacja – oto „Przekręt na van Gogha” w trzech odsłonach i co jedna, to lepsza.